Logo

Wybrane ogłoszenia

666


Boniek 

 Boniek zwany również Gołąbkiem z racji wydawanych przez siebie dźwięków, trafił do nas ...

Wielkość: Duży
Chip: 342883
641


 

342906 - pies; kastrowany; wielkość ok. 59 cm; rok urodzenia ok. 2008; w schronisku od 03.10.2016; dowieziony z ...

Wielkość: Duży
Chip: 342906
553


 

643268 - pies; kastrowany; wielkość ok. 58 cm; rok urodzenia ok. 2010; w schronisku 12.01.2016; dowieziony z ...

Wielkość: Duży
Chip: 643268
466


 

010620 - pies; kastrowany; wielkość ok. 55 cm; rok urodzenia ok. 2010; w schronisku od 12.01.2016; dowieziony z ...

Wielkość: Duży
Chip: 010620

Dlaczego warto adoptować

Jeśli nadzieja gaśnie ostatnia, to co nam pozostaje …

2017-01-23 17:22:50

Jeśli nadzieja gaśnie ostatnia, to co nam pozostaje …

 

Gorsze od starty nadziei jest tylko uczucie bezradności – gdy wiesz że nie możesz zawalczyć, nie możesz zrobić nic, tylko bezradnie przyglądać się biegowi zdarzeń. To uczucie spotkało Nas wczoraj, bezradność, wściekłość, bezsilność i smutek – za tęczowy most odeszła przecudna suczka, którą spotkał tragiczny los. Los, który niestety zgotował jej człowiek. 

Podobno ludzie bywają gorsi od zwierząt – dużo w tym prawdy gdy przystaniemy na chwilę i przypatrzymy się jednej z tragicznych losów suczki (nazwaliśmy ją Nadzieja), która zapewne służyła swoim właścicielom wyłącznie jako narzędzie do zarabiania pieniędzy. 

Strażacy Zakładowej Straży Pożarnej KWB w Bełchatowie  oddział Chabielice  na terenie kopalni w Chabielicach znaleźli wyziębioną, prawie nie dającą znaków życia sunię i natychmiast  poinformowali  odpowiedni  Urząd.  Na  sygnał  od urzędników Nasz  patrol  interwencyjny wyruszył natychmiast po suczkę. Widzieliśmy już różne rzeczy ale za każdym razem widok porzuconego zamarzniętego psa mrozi Nas i szokuje. 

Dzięki szybkiej reakcji Strażaków, którzy nie przeszli obojętnie udało Nam się zabrać ledwo żywą suczkę – pojawiała się też nadzieja, że odratujemy tą zamarzniętą kulkę sierści. Nadzieja – tak ją nazwaliśmy przetransportowana została szybko na teren schroniska i umieszczona w ciepłym boksie, pod lampą która  grzała futro.  Dostała legowisko  z kołdrą  w  której  miała ciepło i miękko.

Dzień za dniem walczyliśmy o życie suczki. Niestety już pierwsze badanie lekarskie potwierdziły Nasze przypuszczenia – suczka wyglądała jak rasowa shih-tzu a jej życie zapewne polegało na kolejnej reprodukcji słodkich szczeniaków sprzedawanych po 200 lub 400 zł na forach i portalach aukcyjnych,  jako rasowe. Widać było że sunia  miała wyciągnięte  sutki ( rodziła nie raz) , na  listwie mlecznej  ukazały się liczne guzy, które  trzeba było koniecznie usunąć.  Tak naprawdę trzeba było usunąć całą listwę by wyeliminować możliwość  przerzutów. Niestety jej stan zdrowia  nie  pozwalał na  operowanie.  Musieliśmy  ją wzmocnić.

Mięśnie tylnych  łapek  również nie domagały.  Mógł to być  efekt  zamknięcia suni w  małym pomieszczeniu np. w klatce w  której  nie mogła chodzić. Nadzieja była  zarośnięta, brudna,  z  inwazją pcheł.  Poprosiliśmy zaprzyjaźnioną groomerkę o pomoc  w obcięciu  suni.  Nadzieja  po kąpieli i strzyżeniu  wypiękniała i okazało się że nie  jest  psem  w  typie  shih-tzu. Jej  dzieci  też  takie  nie były…  ale gdy była zarośnięta, pokryta długą sierścią mogła uchodzić  za rasowego psiaka. Jej szczeniaki zapewne świetnie sprzedawały się z 80 % upustem w stosunku do rasowych shih-tzu ze sprawdzonych hodowli. 

Nadzieja wysłużyła swoje, zarobiła na swych właścicieli trochę pieniędzy i okazała się kłopotem. Starego i chorego psa nikt przecież nie będzie utrzymywał – jedyne wyjście wyrzucić w okresie największych mrozów. Ktoś  bezczelnie się jej  pozbył wyrzucając ją w wielkie  mrozy ( ponad -20 stopni) daleko  od zabudowań na terenie kopalni. Tylko dzięki  czujności  Strażaków  udało się ją uratować przed  zamarznięciem.

Niestety  Nadzieja  ciągle odmawiała przyjmowania pokarmów. Przyjmowała kroplówki, leki  a  mimo to nie chciała  podjąć walki  o życie o zdrowie.  Jej  stan pogarszał się z każdym dniem. Wczoraj Nadzieja odeszła za Tęczowy  Most, do miejsca gdzie  już nic jej nie  boli, gdzie  nikt jej już nie skrzywdzi.  Do miejsca gdzie  biega   z  innymi zwierzakami.

Dla nas  opiekunów  zwierząt to wielka tragedia.  Walczyliśmy  o każdy dzień  o  każdą maleńką nadzieję  na  poprawę jej zdrowia…. Przepraszamy….  Nie udało się… Tylko na usta cisną Nam się same przekleństwa i wulgaryzmy. 

Nadzieja odeszła pozostał nam wielki smutek, żal i złość – jeśli jej historia da do myślenia chociażby jednej osobie i ta zanim zdecyduje się na kupno rasowego szczeniaka za 100 zł – sprawdzi dom lub pomyśli dwukrotnie – może warto podarować dom kundelkowi ze schroniska, to nie będziemy na tyle bezczelni by uznać to za sukces ale będziemy wiedzieć, że Nadzieja nie umarła a komuś otworzyły się oczy na losy zwierząt…

 

MAPA DOJAZDU

 

600 185 657, (44) 633 38 77